Miejsce, z którego może pochodzić wszystko...

Kocizny

sobota, 15 czerwca 2013

Znalazłam!

W prawdzie tylko jedna fotka, ale jest. Moje kocizny jak miały kilka miesięcy. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze na stancji.

I oto waszym oczom ukazuje się mój prywatny Kocur, śpiący - jak przystało na szanującego się Kocura - obłożony przez kocie podlotki. I wcale nie byłam zazdrosna :D

kocizny

W sumie niewiele się zmieniły te moje kociaki, są tylko większe, bo na dzień dzisiejszy razem już by się tak nie zmieściły na jednym człowieku :)

Zdjęć mniejszych niestety nie posiadam.

<hr>

UPDATE

MAM! Okazało się, że jednak zdjęcia maluchów są. Mój Luby ma :)

Zdjęcia robione krótko po przywiezieniu kocinz do domu. Takie nie do końca oswojone były wtedy.

kocizny

Co nie przeszkadzało fachowo polować na kłębek wełny :)

kocizny

kocizny

Zasypianie też raczej problemów nie sprawiało, mimo nowego otoczenia.

kocizny

Puszkin od początku lepiej pozowała do zdjęć. Wtedy jeszcze myśleliśmy, że to będzie kotek :)

kocizny

Pozdrawiam!

poniedziałek, 08 października 2012

Mają kłopoty. Po prostu. A ja kocham koty, lubię zwierzęta ogólnie.

A oni pomagają, robią co w ich mocy, by naprawić krzywdy wyrządzone przez innych ludzi naszym Braciom Mniejszym.

Nie mam za wiele środków, ale kupiłam jeden z fantastycznych kocich breloków.

Tyle mogę.

We własnym imieniu proszę wszystkich kociarzy i nie tylko kociarzy, pomóżcie.

Dla jednej osoby to niewielki wydatek, ale jak znajdzie się nas więcej, oni wyjdą na prostą i będą mogli dalej pomagać.

GRUPA MIAŁCZY KOTEK NA FACEBOOKU

AUKCJE CHARYTATYWNE GRUPY MIAŁCZYKOTEK

OFICJALNA STRONA GRUPY MIAŁCZY KOTEK

sobota, 07 lipca 2012

Wpis obiecany MAIYAH ;)

Jak nie dało się nie zauważyć, mam w domu dwie kocizny.

Mieszkają z nami od jakichś dwóch lat. A wszystko zaczęło się od tego, że mój Grześ zawsze bardzo chciał mieć zwierzaka, ale dopóki mieszkał z rodzicami, to nie bardzo się dało.

Ja już miałam zwierzaki, w dzieciństwie psa, w dorosłości kota, i doskonale wiedziałam jak to jest (nie samą zabawą i pieszczotami zwierz żyje), z czym to się je (bywa, że ze sierścią ;) i jak to pachnie (oj, kuweta czasem potrafi dać czadu ;).

Z powodów różnych, poprzecznych i podłużnych, mieszkaliśmy z jego rodzicami jakiś czas, ale jak tylko stanęliśmy nieco na nogi, wyszukałam stancję i się usamodzielniliśmy. 

No i oczywiście zaczęły się poszukiwania. Wiadomo, ja psa nie mogę mieć - zakichałabym się na śmierć :(. No to kot. Najlepiej z ras mało uczulających.

I tu nastąpiło poważne zdziwienie: zaprzęgnięty do pracy uncle Google powiedział, że CORNISH REX, który jest łysy, uczula jak niełyse koty. Natomiast KOT SYBERYJSKI, który jest kudłaty do granic możliwości uczula najmniej O.o Do tego jego sierść nie wymaga wielkich nakładów pracy - pielęgnuje się sama!!!

A wszystko przez to, że uczulenie to się ma NIE na sierść, tylko na enzym występujący w ślinie i skórze zwierzaków.

A do tego Syberiany są pięęęęękneeeeee...

No to skoczyliśmy na Allegro popatrzeć za kociakami. I tu kolejny zonk - trochę kosztują :(

Przekopując się przez aukcje trafiłam na fotki przecudownych kociaków, dwa takie puchate i jeden gładki - tak srebrny, że aż niebieski :) Wszystkie z jednego miotu. Zwierzaczki były do obejrzenia w naszej okolicy!

Właściciel deklarował, że mają domieszkę persa i chciał oddać za symboliczną złotówkę. Po zapoznaniu się na żywo ze srebrną koteczką i dwoma puchatymi kocurkami zdecydowaliśmy, że weźmiemy dwa. Nas nie ma w domu dość często, to we dwa się będą zdrowiej i lepiej chowały i nie będzie im smutno ;) W kartonie wieźliśmy płaczące ze strachu przed nieznanym Srebrzynkę i młodszego (może o kilkanaście sekund ;) Puchacza.

Trzeci, najstarszy z miotu, też Puchaty, znalazł dom tego samego dnia.

Nie było łatwo, kociaki były podrośnięte, tak około 2 miesiące już miały z hakiem, biegały po podwórku i nie lubiły wylewnych pieszczot, bo je dzieci ganiały mocno. Istniały przesłanki, że będzie problem z toaletą. I dzikie takie były. Jakież było nasze zdziwienie i radość, kiedy kociaki obadawszy teren popisowo załatwiły się do kuwetki! Pierwszy sukces, nie będzie problemu z nauczeniem, same się nauczyły i to od łapki, że tak napiszę ;)

Pierwszą noc nie spaliśmy, taki był płacz! Kociaki nie wiedziały, co się dzieje, wszak zabrano je od mamy na obczyznę. Jak by nie patrzeć, jest to dość brutalne :( Ale lepiej, że przeżyły ten szok i mieszkają z nami, niż miały by być rozjechane przez samochód i powiększyć statystyki zabitych przez przypadek.

Przez dwa tygodnie chodziliśmy koło nich jak koło jajka, żadnych gwałtownych ruchów, spokojne głosy, kuszenie zabawkami, dobre jedzonko, świeża woda i tak dalej...

Warto było :) Po dwóch tygodniach nastąpiło stopienie lodów i całkowita zmiana zachowania kociaków.

Weterynarz dokonał dokładnych oględzin kotków, poddał wszystkim niezbędnym szczepieniom i innym zabiegom i poinformował nas, że persy to to absolutnie nie są, raczej koty syberyjskie zmieszane z dachowcem - ku mojej radości - takie chciałam przecież!!! NO REWELACJA!!!

Mamy teraz dwa fantastyczne koty :D Rozpieszczone do granic możliwości, ale rekompensują to wylewnością i zaufaniem, na jakie u kota trzeba zasłużyć ;)

Wspomnę tylko, dla uważnych, że pisałam o koteczce i kocurku. Postanowiliśmy kociaki jak dorosną poddać zabiegowi sterylizacji. Być może kogoś to oburzy. Ja miałam kotkę, która o mało nie zdechła przy porodzie. Sterylizacja uratowała jej życie. A co się nacierpiałam ja i ona podczas rui to wiedzą tylko kociarze. Dlatego decyzja była od razu, jak tylko dorosną do odpowiedniego wieku - zabieg. Zwłaszcza, że było to rodzeństwo i kocięta z takiego "związku" były raczej nie pożądane. Tak więc w odpowiedniej porze powiedliśmy nasze kicie do Weterynarza. Jakież było jego zdumienie po podaniu "głupiego jasia", że kudłaty dostojny kocurek okazał się być dziewczynką!!! A jakie nasze miny, chyba nie muszę pisać - bezcenne.

I tak to teraz cieszy nas swoją obecnością Szajba, którą tak ochrzcił Grześ, stwierdzając, że chwilami się zastanawia, czy ona to normalna jest, bo szajby dostaje:

Szajba

Jest niesamowicie wylewna, jak na kota, wyraźnie demonstruje swoje uczucia, w ogóle się nie obraża, czasem tylko się focha na mnie, po jakichś zabiegach pielęgnacyjnych, ale szybko jej przechodzi ;) Uwielbia być czesana, głaskana, kradnie jedzenie i żebra w stylu kota ze Shreka :D Lubi bawić się długopisami, a najlepsze zabawki, to zwykle rzeczy, które są mi potrzebne i które sama sobie wyciąga z moich szpargałów. Śpi gdzie jej się aktualnie podoba, czasem nawet na laptopie ;) Jest niesamowicie zwinna i szybka, szybsza od Hrabiny. I nieco smuklejsza. Wdała się bardziej w matkę - dachowca.

Drugą towarzyszką dla nas jest Hrabina, ochrzczona tak przeze mnie z powodu gracji, dystyngowanego sposobu poruszania się i ostentacyjnie okazywanej czasem dezaprobaty:

Hrabina

Jest oszczędniejsza w okazywaniu uczuć, ale bardzo rozmowna, zwłaszcza jak jej się coś nie podoba ;) puste miski, nie taki piasek w kuwecie, brak obowiązkowej drapanki pod brodą, sygnalizowanie, że czas już ścielić i pobawić się z nią (rękę schowaną pod kołdrą można żreć całym pyskiem i nikt nie krzyczy "ała" ;) Jest trochę czujniejsza i płochliwa, czasem ma przywidzenia i parska na cienie butów na półce przy wejściu. Albo wsadza łepek do wiadra od mopa i parska na cień w środku - kupa śmiechu ;) Lubi leżeć na wiklinowym koszu albo na jakiejś półce. Jest większa i cięższa od Szajby. I bardzo silna. Bardzo wysoko skacze. Ogólnie jest spokojna i stonowana po ojcu kocie syberyjskim, po którym odziedziczyła też urodę, ale jak jej się "polująca" włączy, to drżyjcie narody ;)

Obie są bardzo czujne na hałasy za drzwiami, te zza okna ignorują w znakomitej większości (nie darmo "Syberiany" są nazywane kotami stróżującymi ;) Szajba jest ufniejsza do obcych ("może mają mięso?" ;), nie lubi spacerów po dworze - "nie wyjdę z auta i koniec!" - za to po klatce to śmiga i pcha się do sąsiadów na zwiedzanie. Hrabina omija obcych szerokim łukiem, a po dworze chodzi za nogą jak pies z dumnie podniesioną kitą - klatka schodowa ją trochę płoszy.

A i obydwie uwielbiają polować na muchy. Jak jakaś nieopatrznie wpadnie do mieszkania, tak długo na nią będą czatować i skrzeczeć, aż ją dopadną. Nie mam problemów z owadami ;)

No to opisałam z grubsza to co można podsumować jednym zdaniem:

DOM NALEŻY DO KOTÓW, MY TU TYLKO SPRZĄTAMY ;)

Pozdrawiam kociarzy i niekociarzy ;)

niedziela, 06 maja 2012

Jak ja nie cierpię alergii!!!

Chyba zapomniałam wczoraj ze zmęczenia wziąć małą białą pigułkę :D

Żeby nie kichać na wszystko i nie straszyć moich kocizn :)

Ja robię Apsik! a one pytają Brrr?? Że to do mnie czy jak??

Aniołeczki, jak śpią i jeść nie wołają.

Nie pisałam chyba wcześniej, że to są rodzone siostry z jednego miotu? Jedna podobna do mamy a druga do taty :D Charaktery też mają całkiem różne.

Łączy je zamiłowanie do zasierszczania dokumentnie wersalki i robienie rwetesu, kiedy miski są puste. Marudzą wtedy jakby nic nie jadły kilka dni, a jak dostaną już jeść, to skubną troszkę i tracą zainteresowanie kuchnią :)

kocizny

Miło jest móc pogłaskać takie mruczące i cieple stworzonka. Mają ogromną zaletę i przewagę nad wszystkimi maskotkami świata - są żywe i okazują uczucia. Tak, tak, potrafią to bardzo dobrze. Strzelać focha albo tu i teraz natychmiast domagać się uwagi. A kiedy czasem przyjdzie na mnie jakaś słabsza chwila, obklejają mnie z dwóch stron i uspokajają mrucząc cicho - "Wszystko będzie dobrze".

Pozdrawiamy wszystkich miłośników kotów, piesków i innych stworzeń! Możemy się dużo od nich nauczyć ;)

Konkursy:



Popieram:


Klauzula własności dóbr intelektualnych

KONTAKT:
mail: hdiriee@gmail.com
GG 5658635
Wygrane:







Wizyty:
Liczniki na strone