Miejsce, z którego może pochodzić wszystko...

Codziennik

wtorek, 09 lipca 2013

Jak mawiał reżyser w słynnym "Va-Bank". I jak zwykle wszystko na raz do zrobienia!

Portfele na zamówienie, biżuteria na szybką sprzedaż, rozliczenie faktur i rozliczenie z urzędem i nie wiem co jeszcze...A i sprzątanie klatek, którego się podjęłam.

I tym sposobem wstałam dziś rano o godzinie 5:30, pół godziny później byłam już w trasie, po 15tej powrót do dom, chwila oddechu, szybki post między jednym łykiem kawy a drugim i lecę dalej! Jak zmuszę w końcu mego Lubego, to może jakoweś fotki się pojawią prac, zanim je sprzedam ;)

czwartek, 27 czerwca 2013

Wiem, że każdy ma raz pod raz z górki. Mnie się trafiła tym razem wyjątkowo złośliwa i podstępna górka. Już mi się wydawało, że niedługo lżej będzie a tu masz!

Ostatnie zakupy firmowe, rozliczenie się i w lipcu widać już jaśniejszy horyzont, będzie wreszcie można skupić się w pełni na firmie. Jednak zawsze musi się wbić jakaś drzazga w d.pę...

Zamówione mieliśmy narzędzia do pracy, takie specyficzne. Miały być takie, na jakim pracowaliśmy na szkoleniu. Wykonanie i dostarczenie spóźniło się półtora miesiąca. To co przyszło ma się nijak do tego co miało być. Mało, że całkowicie inne, to jeszcze kiepskie wykonanie i kiepskie materiały, a cena, że hoho... Żeby to chociaż drewno było, to bym przełknęła tę żabę, ale... Ale to zwykła ordynarna sklejka jest! I to na moje oko sosnowa! Toż to pół roku nie wytrzyma! Co ja piszę, niech 3 miesiące wytrzyma to już będzie dobrze! Niby brakowało jakiejś części, a jak tam żadnej skomplikowanej części nie widzę, kilka śrubek, kawałek blachy czy pręta, zawias... Szczęki się już teraz rozjeżdżają, niestabilne toto.

Nie ma mowy, żebym zapłaciła tyle ile zawołano! Nie i basta! Mam dość unikania konfliktów! Dość! Jestem cierpliwa, do czasu...

piątek, 21 czerwca 2013

Poranek pierwszego dnia najgorętszej pory roku przywitał mnie bólem prawej strony gardła, spuchniętymi oczami i zapchanym nosem. Zwlekłam się z łóżka z energią osoby po nocnej imprezie. Nosz kurna, żebym chociaż na takiej imprezie była! A tu tak za nic? Za darmo? Lato się zaczęło, a ja przeziębiona??

Za oknem mam 26 stopni ciepła, a to dopiero ósma trzydzieści. W warsztacie chłodno za to, nawet za chłodno. W domu bałagan...

Spokojnie, kawę wypiję, zjem śniadanie, zakasam wyimaginowane rękawy i się weznę! A co! Bo jak nie ja to kto?

czwartek, 06 czerwca 2013

Hello!

Kochani, najmocniej przepraszam za zaniedbanie bloga, jakiego się dopuściłam!

Żyję, mam się w miarę, tylko ostatnio da się zauważyć zamiast mnie opadający kurz, jak przelecę. A wieczorami padam na pysk!

Walczę z zamówieniami wyposażenia, surowców itd. i z Hydrą w postaci rozliczenia się z Urzędem.

A teraz kilka zdjęć z wypadu na szkolenie. Zaledwie tyle, bo pokazanie wszystkich zajełoby chyba z 10 wpisów :)

Wrzucam miniaturki, żeby weszło więcej ;)

 Tak zwana szklana manufaktura (zdjęcie z wieczorka) gdzie składają WV Faetony, części są dowożone kolejką miejską na określoną godzinę, wszystko jak w zegarku, a zamawiający może prześledzić całą linię produkcyjną swojego auta.



 Letni pałacyk położony w ogromnym parku. 



 A tu przepiórki w ogrodzie botanicznym :)



 I żółwia rodzinka w tym samym ogrodzie.



 A to zachwyciło mnie ogromnie. Jest to skamieniały pień drzewa. Jest tak barwny, że aż zapiera dech.



 Bastai. W okolicy Drezna, nie pamiętam ile kilometrów. Jest to stara średniowieczna twierdza, a raczej to co z niej zostało, położona już jakby w górach. Widoczny na zdjęciu most jest najbardziej rozpoznawalną wizytówką tego obiektu.



 Zwiedzanie Drezna mogą nam umilić tacy oto przewodnicy. Było ich więcej, na przykład trzech halabardników, albo szlachcic, ale uwiecznić na zdjęciach udało się akurat tę parę :)



 Golden Reitar. Rzeźba jest pokryta prawdziwym złotem, a jak świeci słońce to można oślepnąć, tak lśni ;)



 A tu koniki, z którymi mieliśmy okazję się zaprzyjaźnić. Na pierwszym zdjęciu Rena, jak to babka, pięknie zapozowała :)



 A Al Capone miał wylane na fotografa i spokojnie popijał śniadanie :)



 Kilka panoramek ze starego miasta. Było co oglądać, oj było.









 To sem ja! Uczyłam się ładnie szyć ściegiem wyjazdowym. no nie było to łatwe za pierwszym razem, ale za drugim poszło już tak, jak powinno :)



 Fajne balkony, nie? Całe z wikliny. Takie ciekawostki można zobaczyć w całkiem niepozornych zaułkach Drezna.



 Wchodzisz w bramę a tam takie piękności na ścianach!



 

Trochę nie chronologicznie, ale już sama dokładnie nie pamiętam, gdzie byliśmy najpierw.

Szkolenie było super, do południa nauka po południu... jak widać na zdjęciach :) Dużo się nauczyłam, dowiedziałam i znacznie poprawiłam swoje umiejętności, a do tego zobaczyłam kawał niezłej architektury i historii.

Od dziś wracam do prowadzenia bloga w miarę regularnie. I mam nadzieję, że nadal będziecie tu zaglądać :)

czwartek, 18 kwietnia 2013

Wróciłam!

Dziś w okolicach 19:30 :)

Achhhh, jak było fajnie! I pod względem szkoleniowym i poza szkoleniowym.

Drezno jest po prostu niesamowite! Postaram się zajumać memu Lubemu kilka fotek, to wam pokażę :)

Najciekawsze to było, jak przekroczyliśmy granicę. Nie można było mieć wątpliwości, że to już Polska. Same ograniczenia prędkości i fotoradary. Tam ani jednego radaru nie widziałam.

Niebawem napiszę więcej.

A teraz czas odpocząć po całym dniu w trasie.

czwartek, 14 marca 2013

Kiedy postanowiłam sobie pohandlować swoimi rękodziałkami, dopadł mnie znajomy z kamerą i teraz to ja jestem jak ta jakaś celebrytka w ynternecie :D

Tu można zalookać, jeśli chcecie zobaczyć mini stoisko z deski do prasowania :D

 

Będzie się działo, oj będzie. Wyśpię się to ja chyba dopiero... sami wiecie kiedy ;)

Kochani, są wyniki!!!

Będzie szał, ogień i zapiernicz!

Przyznano mi środki!

Teraz jeszcze czekam na pismo, podwijam rękawy i... CZADU!!!

 

A tymczasem przypominam, że jeszcze 10 dni do zakończenia Candy ;)

sobota, 02 marca 2013

Zwłaszcza kolczyków. Nie mam zdjęć niestety, ale i tak części już z nowo zrobionych nie posiadam.

Postanowiłam wyjść do "ludzi" ;)

Zebrałam te wszystkie moje rękodziałki i wyszło tego na całkiem przyzwoite stoisko. Dołożyła się jeszcze koleżanka, która wreszcie założyła bloga --->KLIK (ona się chyba urodziła do robienia biżu sutaszowej ;) i miałyśmy całkiem sympatyczny asortyment.

Miałam małą zagwozdkę na czym by to wszystko wyeksponować i doszłam do wniosku, że sprzęt domowego użytku pod nazwą deska do prasowania może być bardzo poręcznym stoliczkiem ;)

Gosia ma większą, ustawiłyśmy je jedna za drugą, przykryłyśmy czerwonym (jak na stoisko z biżuterią przystało) aksamitem i powstała elegancka dwustopniowa lada. Kilka szyjek ekspozycyjnych, manekin i wyglądało jak powinno :D

Niestety, żadna z nas nie pomyślała o uwiecznieniu tegoż wydarzenia na zdjęciu...

Ogólnie jestem zadowolona, zwłaszcza z opinii, wielu osobom podobały się nasze wyroby, a jeszcze bardziej nasza inicjatywa pokazania się "światu".

Szykuje się jeszcze kiermasz przedświąteczny. Jeśli tylko się uda podłączam się. I mam kilka zamówień do zrealizowania do tego czasu.

Do odważnych świat należy ;)

wtorek, 26 lutego 2013

i to nie tylko dla rękodzielników ;)


Jak wycenić rękodzieło?

sobota, 09 lutego 2013

I to ludzkim głosem! :O

No nareszcie! I co? I okazało się, że po prostu zmęczony jest pracą na nocną zmianę, niewyspany i przez to taki jakiś nerwowy.

A ja na to: I właśnie takiej informacji oczekuję! I przyjmuję do wiadomości :)

Ja jak mam nerwa to od razu ostrzegam: Jestem zła i nie podchodź, bo Cię os.am!!!

Noż ile trzeba tłumaczyć? Powie mi, że mam dać mu spokój i jest ok, rozumiem, czemu. I dam spokój. Oczywiście bez przesady z tym spokojem, o śmieciach przypomnę na pewno. I o odkurzaniu ;)

A z drugiej strony moja mściwa natura mówi: jak ja zapierdzielałam, to nie było litości dla moich nerwów ;P I to na głos mówi :D A co!

Dziś mi ktoś powiedział, że albo mam tak bardzo rozwinięty instynkt opiekuńczy, albo Luby ma jakieś zalety i cechy, które mnie uzupełniają.

W sumie obie racje są prawdziwe... Jestem choleryczką, która ma wyrzuty sumienia jak odpoczywa, która nie zrobi obiadu, dopóki nie posprząta całej kuchni, która ciągle musi mieć zajęcie, bo inaczej popada w marazm i stagnację, która lubi i musi mieć już teraz natychmiast i nie znosi czekać, można by dużo pisać o moim braku cierpliwości i wybuchowości ;) On mnie wycisza. Jest spokojny, zwykle pogodny, nie przeklina i oducza mnie tego. Chwilami do szału doprowadza mnie tym swoim "Mam czas, nie spieszę się", bo czasem to akurat nie jest zgodne z rzeczywistością. Jednak uspokaja mnie, uświadamia, że nic się nie stanie, jak czegoś na czas nie zrobię, że świat się beze mnie nie zawali ;)

Z tą opiekuńczością też coś na rzeczy chyba. Mam to po mamusi ;P O wszystkim staram się pomyśleć, wziąć pod uwagę różne opcje, na wycieczkach czy wypadach ze znajomymi zawsze pilnowałam, czy wszyscy są i czy nic nikomu się nie stało, czy każdy zjadł, czy wytarł nos i nosi kalosze ;)

Chyba każda życiowa łódź przewidziana dla dwojga ma kogoś bardziej od steru i gościa bardziej od rzucania kotwic...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Konkursy:



Popieram:


Klauzula własności dóbr intelektualnych

KONTAKT:
mail: hdiriee@gmail.com
GG 5658635
Wygrane:







Wizyty:
Liczniki na strone